Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brokuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brokuł. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 grudnia 2018

Tarta z brokułem, boczkiem i pieczarkami

Obiad szybki, prosty i sycący!


Tarta wytrawna to jeden z moich ulubionych patentów na szybki obiad. Zawsze mam w zamrażarce zachomikowaną porcję domowego ciasta na tartę. Zwykle wyrabiam je z przepisu: Idealne ciasto na tartę, choć czasami dla urozmaicenia używam tego patentu: Marchewkowe ciasto na tartę.

Gdy mam akurat fantazję wyczyścić lodówkę z przeróżnych resztek jedzeniowych, właśnie tarta do tego mi służy. Rozmrożone ciasto oraz kilka zapomnianych składników lodówkowych tworzy niewielkim nakładem pracy pyszny i syty obiad.


Gdybyście chcieli przyjrzeć się bliżej moim innym pomysłom na tartę, zapraszam:



Składniki na na formę do tarty o średnicy 27cm:
  • 1 porcja gotowego ciasta na tartę - przepis własny na Idealne ciasto na tartę TU 
  • 200g boczku wędzonego w plastrach 
  • 300g pieczarek
  • 1/2 główki brokuła - tylko różyczki, bez grubej łodygi
  • 1 cebula - duża 
  • 100g sera żółtego stilton - lub innego twardego i aromatycznego 
  • 100g sera żółtego miękkiego - np. typu gouda, lub morski
  • 1 kulka mozzarelli [125g] 
  • 1 jajko i 1 białko - można wykorzystać białko, które zostało z przygotowywania ciasta na tartę
  • 150ml śmietany 18% 
  • masło i bułka tarta (lub kasza manna) - do wysmarowania i wysypania formy do pieczenia 
  • 2 łyżki oliwy - do smażenia 
  • czosnek granulowany, pieprz czarny, sól - do smaku


wtorek, 20 czerwca 2017

Cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem

Nieśmiały groszek króluje w cannelloni :)
 

Dryń. Dryyyń! Drrrrrryyyyyyńńńńń! Dryń, dryń, dryń, dryyyyyyyyyyyyyyń!!!Przeraźliwy dźwięk wrzeszczącego telefonu wyrwał mnie nieprzyjemnie z objęć Morfeusza. 

- Czego!!!?... - wdzięcznie powitałam rozmówcę.

- A co ty jeszcze śpisz? - dziwi się rozbrajająco Pan Mąż.

- Spałam... W końcu resztki urlopu jeszcze mam. Kto mi zabroni spać do 11? - mój głos nabrał delikatnie krwiożerczego tonu.

- Nooooo ten tego... - zawahał się małżonek. - No bo dzwonię, żeby się upewnić, że pamiętasz! - po chwili roztropnie zmienił temat.

- ... - myśli rozbiegły mi się w głowie niby hasające zające po łące - No pewnie, że pamiętam! - symuluję, wewnętrznie panikując: O czym? [orzeszku...] O czym??? Urodziny? Rocznica? Teścia wizyta???

- To dobrze - ucieszył się radośnie Pan Mąż. - Bo już tak dawno nie było go u nas - pożaliła się moja druga połówka.
 
Czyżby jednak teść [orzeszku!!!]??? - oficjalnie weszłam w stan podwyższonej paniki. Mieszkanie nieodkurzone, pranie odłogiem w koszu leży, gary w zlewie leżą, ja w nieposłanym łóżku też leżę do towarzystwa. Ratunku!!!

- A tak w ogóle to dzwonię, żeby zapytać czy chcesz żebym kupił wino po drodze z pracy - Pan Mąż w końcu przeszedł do konkretów.

Wino? Po kiego grzyba teściowi wino potrzebne??? Przecież z trunków preferuje piwo... - wewnętrznie debatuję.

- No bo do tego Twojego cannelloni to bym z chęcią toast wzniósł lampką czerwonego - dyplomatycznie chwali moje kulinarne wyczyny wiecznie głodny Pan Mąż.

Aaaaaahhhhh... Uffffff... Z ulgą doznałam oświecenia pamięciowego. Nie o wizytę teścia jednak małżonkowi chodziło, tylko o posiłek obiadowy w godzinach popołudniowych. Cannelloni się zobowiązałam w dniu poprzednim zrobić, po licznych mężowskich perswazjach, zachętach, podszeptach i namowach.

Nie to, że wzbraniam się przed Pana Męża karmieniem, ale moje popisowe cannelloni do najszybszych w przygotowaniu nie należy. Trzeba farsz pokroić i wyrobić, rury makaronu spreparować i nadziać, sos ugotować, odpowiedni czas przy piekarniku wyczekać dla zapieczenia całości. Pracochłonność w pigułce! A współczesna kobieta pracująca na skomplikowane potrawy zwykle alergię miewa - to fakt niezaprzeczalny.

No ale słowo się rzekło. Pan Mąż obiecanego posiłku nie odpuści, no to Pani Żona zrobić musi.

Naprędce żegnam się z rozmarzonym myśleniem o obiedzie małżonkiem i pędzę lecę do kuchni w poszukiwaniu składników. Mięso mielone jest! - z przepaści zamrażarki wyciągam skuty lodem kawał nieokreślonego kształtu. Brokuł obecny! - lodówka wypluła z siebie całą głowę zielonego warzywa. Makaron odnaleziony! - przepaście szafek kuchennych oddały rurkowaty skarb w moje ręce. Czego mi tu jeszcze brakuje... Hmmm... A groszek? Gdzie jest groszek???

Kto wziął groszek [orzeszku!!!]??? - zaczynam w panice rzucać kalumnie na pozostałych członków domowego ogniska [czytaj: kogo?co? - Pana Męża]. Ah... Jest i groszek. Schował się za kukurydzą. Nieśmiały jakiś. A przecież on nasz rodzimy, z Polskich Kujaw pochodzący, tupetu nie powinno mu brakować, żeby z powodzeniem konkurować z kukurydzą pochodzącą z ciepłych Węgier. W końcu w najlepszej dla niego strefie klimatycznej uprawiany jest!

Szast prast i po kilku godzinach wytężonej, ale owocnej harówki w kuchni, dochodzi do siebie w piekarniku cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem po beszamelem. 

Zmęczona, spocona, zmechrana [klimatyzacja w mojej mikroskopijnej kuchni letnią porą jakoś tak szwankuje...], ale szczęśliwa uczynionym obiadem, czekam niecierpliwie aż Pan Mąż wkroczy po pracy w progi mieszkania. 

I tak całkiem mimochodem, zupełnie niechcący, całkiem przypadkiem i w ogóle bez głębszego znaczenia [sarkazmem ociekam], ostrzę sobie akurat podręczny tasak kuchenny na osełce. Wystarczająco ostry? Nieeee, jeszcze mu brakuje... 

Nagle zgrzyt klucza w zamku i Pan Mąż z impetem i pieśnią na ustach wkracza w domowe pielesze. Jakoś jednak go tak nagle wryło w drzwiach do kuchni. Tasak wdzięcznie błyska w słońcu i moich rękach. 

- To o której do mnie dziś dzwoniłeś? - pytam delikatnie.

- ... Za wcześnie?... - ostrożnie wypowiada się Pan Mąż.

- Jutro mój ostatni dzień urlopu - oznajmiam nieśpiesznie. - To o której do mnie wtedy zadzwonisz? - kontynuuję temat ewentualnej porannej pobudki, polerując z pietyzmem naostrzony tasak przy pomocy ściereczki kuchennej.

- ... W ogóle?... - jeszcze ostrożniej odpowiada Pan Mąż.

Trach!!! Tasak ląduje wbity w drewnianą deskę kuchenną niemalże do połowy.

- Słuszne podejście - chwalę łaskawie roztropnego małżonka. - Ale co my tu o krwawych jatkach dywagować będziemy, obiad gotowy, weź sztućce, ja zaniosę cannelloni na stół - rozporządzam zdecydowanie. W końcu owoc mojej kuchennej udręki najlepiej spożywać na ciepło. 

Cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem [nieśmiałym takim] jak zwykle zrobiło furorę w porze obiadu :)


wtorek, 26 lipca 2016

Krem brokułowy z kiełbasą podwędzaną

Przy tak sytej zupie, drugie danie już nie jest potrzebne!


Z domu rodzinnego wyniosłam wiele przepisów na zupy tradycyjnie gotowane na żeberkach wędzonych, korpusie kurczęcym lub skrzydełkach, czy mostku wołowym. Nie ma wątpliwości, że przyrządzane podczas powolnego gotowania, naciągają mocno mięsnym smakiem i aromatem. Jedyny ich minus to długi czas przygotowywania. 

Czasami mam ochotę na równie smaczną zupę w stylu: "już, natychmiast, zaraz!". Sięgam wtedy po kiełbasę podwędzaną lub boczek wędzony i duuuużo warzyw. Zupa o takim składzie jest gotowa góra w 15-20 minut i nie wymaga zbytniego nakładu pracy. 

Poniżej propozycja na połączenie kremu brokułowego z pyszną kiełbasą podwędzaną i aromatycznym dodatkiem kostki bulionu na wędzonym boczku. Wiem, wiem, zdrowiej byłoby nagotować bulion od podstaw, ale z braku czasu, można się niekiedy obejść zamiennikiem :) W smaku znaczącej różnicy brak, zapewniam :)


Składniki na solidne porcje dla 4 osób:
  • 1 litr wody
  • 1 kostka bulionu na wędzonym boczku  - u mnie KNORR 
  • 2 ziemniaki - średnie
  • 1 brokuł - mały
  • 1/2 cukinii - średniej
  • 1/2 puszki groszku
  • 3 brykiety mrożonego szpinaku
  • 100g kiełbasy podwędzanej + plasterki do dekoracji na talerzu
  • 1 cebula - mała
  • 2 ząbki czosnku
  • masło - do smażenia
  • sól, pieprz czarny, pieprz cayenne, czosnek granulowany - do smaku

piątek, 20 czerwca 2014

Cannelloni z porem i brokułem

Czyli makaron z bogatym wnętrzem :)


Cannelloni zawdzięcza swoją nazwę włoskiemu słowu, które oznacza „dużą rurę". Jego puste wnętrze wręcz błaga o wypełnienie farszem. Moja polsko-włoska wersja tej potrawy, łączy popularny, włoski makaron z powszechnie uprawianymi w Polsce warzywami: porem i brokułem.

Ciekawostka cytowana za Wikipedią - główne uprawy brokuła w Europie znajdują się m.in. właśnie w Polsce, poza tym też w Anglii, Francji, Hiszpanii i we Włoszech.
Pan Mąż ochrzcił rury "prawdziwym męskim żarciem" i brzuszysko głaszcze z zadowolenia, gdy na stole ta wersja cannelloni ląduje. Wiecznie suszy mi głowę aby rury jak najszybciej powtórzyć :)
 

Składniki na 4 porcje (po 3-4 rury każda):
MAKARON:
  • 12-16 rurek makaronu cannelloni
  • 2 łyżki oleju - do gotowania makaronu
  • masło - do wysmarowania naczynia do zapiekania
FARSZ:
  • 500g mięsa mielonego z indyka - choć tak naprawdę rodzaj mięsa zależy wyłącznie od fantazji kucharza: z kurczaka, z indyka, wieprzowe - do wyboru do koloru :)
  • 2 duże pory - biała część + ok.5cm części jasnozielonej
  • 2 jaja - całe
  • 1 brokuł - korzeń do farszu, różyczki do zapieczenia z makaronem
  • 3-4 łyżki sosu sojowego
  • 1-2 łyżki bułki tartej - można użyć zamiennie lub po połowie z kaszą manną
  • przyprawy - u mnie 1/2 łyżeczki soli, 1/4 łyżeczki pieprzu, 1 łyżeczka przyprawy do mięsa mielonego
SOS SEROWY:
  • 350ml wody
  • 150 ml śmietany 18%
  • 1 kostka rosołowa
  • 1 kostka sera topionego (100g)
  • 100g sera gorgonzola
  • 1-2 łyżeczki mąki ziemniaczanej - do zagęszczenia sosu
  • 1 mała różyczka brokuła - mocno rozdrobniona

Wersja do druku

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...