Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Groszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Groszek. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 czerwca 2017

Sałatka warzywna z kuskusem pod rzepakiem

Olej rzepakowy - oliwa północy! - króluje w sałatce :)


Że olej rzepakowy to samo zdrowie - coraz większa jest tego ogólna świadomość kulinarna. 

Źródło: Miej więcej oleju w głowie
Że olej rzepakowy nazywany jest oliwą północy, ze względu na podobny profil kwasów tłuszczowych do zawartego w oliwie z oliwek - Ambasador akcji Pokochaj olej rzepakowy Grzegorz Łapanowski edukuje wszem i wobec.

Że olej rzepakowy warto dodawać na zimno do sałatek, aby zachować najwięcej wartości odżywczych, jednocześnie zwiększając wchłanianie niektórych witamin i barwników (np. karotenu) - doinformowałam się niedawno, przeglądając przepisy i porady kucharza Grzegorza Łapanowskiego na fejsbukowym profilu Miej więcej oleju w głowie.

 
Dobrą radę postanowiłam od razu wykorzystać w krzepiącej sałatce warzywnej z kuskusem. Z powodzeniem można ją zaserwować na obiad czy solidna kolację i najeść się do syta. Skąpałam ja w oleju rzepakowym dla wydobycia zawartych w warzywkach witamin i składników odżywczych.

Przepis bierze udział w konkursie: Zainspiruj się olejem rzepakowym.


Składniki na 1 porcję:
  • 25g kuskusu razowego - przyrządzić zg. z instrukcją z opakowania
  • 8 szt pomidorków koktajlowych
  • 3 rzodkiewki - duże
  • 1/4 czerwonej papryki - małej
  • 1/2 marchewki - małej
  • 10 strąków świeżego groszku
  • 1 łyżka szczypiorku 
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • sól, pieprz kolorowy - do smaku

wtorek, 20 czerwca 2017

Cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem

Nieśmiały groszek króluje w cannelloni :)
 

Dryń. Dryyyń! Drrrrrryyyyyyńńńńń! Dryń, dryń, dryń, dryyyyyyyyyyyyyyń!!!Przeraźliwy dźwięk wrzeszczącego telefonu wyrwał mnie nieprzyjemnie z objęć Morfeusza. 

- Czego!!!?... - wdzięcznie powitałam rozmówcę.

- A co ty jeszcze śpisz? - dziwi się rozbrajająco Pan Mąż.

- Spałam... W końcu resztki urlopu jeszcze mam. Kto mi zabroni spać do 11? - mój głos nabrał delikatnie krwiożerczego tonu.

- Nooooo ten tego... - zawahał się małżonek. - No bo dzwonię, żeby się upewnić, że pamiętasz! - po chwili roztropnie zmienił temat.

- ... - myśli rozbiegły mi się w głowie niby hasające zające po łące - No pewnie, że pamiętam! - symuluję, wewnętrznie panikując: O czym? [orzeszku...] O czym??? Urodziny? Rocznica? Teścia wizyta???

- To dobrze - ucieszył się radośnie Pan Mąż. - Bo już tak dawno nie było go u nas - pożaliła się moja druga połówka.
 
Czyżby jednak teść [orzeszku!!!]??? - oficjalnie weszłam w stan podwyższonej paniki. Mieszkanie nieodkurzone, pranie odłogiem w koszu leży, gary w zlewie leżą, ja w nieposłanym łóżku też leżę do towarzystwa. Ratunku!!!

- A tak w ogóle to dzwonię, żeby zapytać czy chcesz żebym kupił wino po drodze z pracy - Pan Mąż w końcu przeszedł do konkretów.

Wino? Po kiego grzyba teściowi wino potrzebne??? Przecież z trunków preferuje piwo... - wewnętrznie debatuję.

- No bo do tego Twojego cannelloni to bym z chęcią toast wzniósł lampką czerwonego - dyplomatycznie chwali moje kulinarne wyczyny wiecznie głodny Pan Mąż.

Aaaaaahhhhh... Uffffff... Z ulgą doznałam oświecenia pamięciowego. Nie o wizytę teścia jednak małżonkowi chodziło, tylko o posiłek obiadowy w godzinach popołudniowych. Cannelloni się zobowiązałam w dniu poprzednim zrobić, po licznych mężowskich perswazjach, zachętach, podszeptach i namowach.

Nie to, że wzbraniam się przed Pana Męża karmieniem, ale moje popisowe cannelloni do najszybszych w przygotowaniu nie należy. Trzeba farsz pokroić i wyrobić, rury makaronu spreparować i nadziać, sos ugotować, odpowiedni czas przy piekarniku wyczekać dla zapieczenia całości. Pracochłonność w pigułce! A współczesna kobieta pracująca na skomplikowane potrawy zwykle alergię miewa - to fakt niezaprzeczalny.

No ale słowo się rzekło. Pan Mąż obiecanego posiłku nie odpuści, no to Pani Żona zrobić musi.

Naprędce żegnam się z rozmarzonym myśleniem o obiedzie małżonkiem i pędzę lecę do kuchni w poszukiwaniu składników. Mięso mielone jest! - z przepaści zamrażarki wyciągam skuty lodem kawał nieokreślonego kształtu. Brokuł obecny! - lodówka wypluła z siebie całą głowę zielonego warzywa. Makaron odnaleziony! - przepaście szafek kuchennych oddały rurkowaty skarb w moje ręce. Czego mi tu jeszcze brakuje... Hmmm... A groszek? Gdzie jest groszek???

Kto wziął groszek [orzeszku!!!]??? - zaczynam w panice rzucać kalumnie na pozostałych członków domowego ogniska [czytaj: kogo?co? - Pana Męża]. Ah... Jest i groszek. Schował się za kukurydzą. Nieśmiały jakiś. A przecież on nasz rodzimy, z Polskich Kujaw pochodzący, tupetu nie powinno mu brakować, żeby z powodzeniem konkurować z kukurydzą pochodzącą z ciepłych Węgier. W końcu w najlepszej dla niego strefie klimatycznej uprawiany jest!

Szast prast i po kilku godzinach wytężonej, ale owocnej harówki w kuchni, dochodzi do siebie w piekarniku cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem po beszamelem. 

Zmęczona, spocona, zmechrana [klimatyzacja w mojej mikroskopijnej kuchni letnią porą jakoś tak szwankuje...], ale szczęśliwa uczynionym obiadem, czekam niecierpliwie aż Pan Mąż wkroczy po pracy w progi mieszkania. 

I tak całkiem mimochodem, zupełnie niechcący, całkiem przypadkiem i w ogóle bez głębszego znaczenia [sarkazmem ociekam], ostrzę sobie akurat podręczny tasak kuchenny na osełce. Wystarczająco ostry? Nieeee, jeszcze mu brakuje... 

Nagle zgrzyt klucza w zamku i Pan Mąż z impetem i pieśnią na ustach wkracza w domowe pielesze. Jakoś jednak go tak nagle wryło w drzwiach do kuchni. Tasak wdzięcznie błyska w słońcu i moich rękach. 

- To o której do mnie dziś dzwoniłeś? - pytam delikatnie.

- ... Za wcześnie?... - ostrożnie wypowiada się Pan Mąż.

- Jutro mój ostatni dzień urlopu - oznajmiam nieśpiesznie. - To o której do mnie wtedy zadzwonisz? - kontynuuję temat ewentualnej porannej pobudki, polerując z pietyzmem naostrzony tasak przy pomocy ściereczki kuchennej.

- ... W ogóle?... - jeszcze ostrożniej odpowiada Pan Mąż.

Trach!!! Tasak ląduje wbity w drewnianą deskę kuchenną niemalże do połowy.

- Słuszne podejście - chwalę łaskawie roztropnego małżonka. - Ale co my tu o krwawych jatkach dywagować będziemy, obiad gotowy, weź sztućce, ja zaniosę cannelloni na stół - rozporządzam zdecydowanie. W końcu owoc mojej kuchennej udręki najlepiej spożywać na ciepło. 

Cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem [nieśmiałym takim] jak zwykle zrobiło furorę w porze obiadu :)


środa, 28 grudnia 2016

Tradycyjna sałatka jarzynowa

Nieodzowny element świątecznego stołu!


Święta, Święta i po Świętach... Dopiero co minęły, a ja już z nostalgią wspominam pyszności, którymi się w tym czasie zajadałam. Należała do nich oczywiście moja ulubiona sałatka jarzynowa.

W ramach treningu przedświątecznego robiłam jej bardziej czosnkową wersję: Czosnkowa sałatka jarzynowa. Tym razem jednak tradycji stało się zadość i na moim stole wylądowała typowa "jarzynówka" z majonezem.

Nie wyobrażam sobie Świąt bez tej potrawy. Czy to Wigilia, czy Wielkanoc, zawsze musi znaleźć się w moim jadłospisie w tym czasie. Choć jej krojenie jest zdecydowanie nużące - Nic to! Pana Męża zawsze włączam w tę fazę przygotowywania :P - to efekt wart włożonego wysiłku!

Poniżej mój sposób na sałatkę jarzynową. Taką przygotowywało się ją w moim domu rodzinnym. I dokładnie według tego przepisu robię ją teraz ja. Zapraszam :)

Trik sałatkowy: żeby cieszyć się potrawą trochę dłużej, można część pokrojonych składników odłożyć do dużego słoja bez przypraw i sosu, szczelnie zakręcić i odstawić do lodówki. Gdy po 1-2 dniach zje się już pierwszą porcję, wtedy dopiero wymieszać resztę z sosem jogurtowo-majonezowym oraz solą i pieprzem, w ten sposób kolejna parta będzie świeższa do jedzenia.


Składniki na 1 dużą miskę sałatki:
  • 3 jajka - duże; gotowane na twardo
  • 1 puszka zielonego groszku
  • 4 marchewki - bardzo duże
  • 2 pietruszki - średnie
  • 1 jabłko - twarde i kwaskowate
  • 3 ogórki kiszone - średnie
  • sól, pieprz - do smaku
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 2-3 łyżki majonezu

piątek, 16 grudnia 2016

Czosnkowa sałatka jarzynowa

Spożywczy trening przedświąteczny!
 

Trenujecie już jadłospis na Święta? Ja tak :) I to wielce intensywnie! Nie tylko wymyślam, układam, ale też praktykuję, no i przede wszystkim testuję i spożywam :) 

Sałatka jarzynowa to zdecydowanie królowa mojego świątecznego stołu. Przyrządzę wtedy na pewno jej tradycyjną wersję z majonezem, bez której nie wyobrażam sobie Bożego Narodzenia. Dziś jednak skłaniam się ku eksperymentom i typową sałatkę jarzynową połączyłam z sosem czosnkowym od FOLWARK - dostępny w sklepie internetowym Frisco.pl (zakup możliwy przez kliknięcie baneru w prawej szpalcie bloga).

Jaki efekt? Rewelacja! Do czosnku generalnie mam dość ambiwalentny stosunek, a mianowicie nie cierpię jego świeżej wersji. Za to czosnek smażony i generalnie w jakikolwiek sposób przetworzony - wprost uwielbiam! :) Stąd z wielkim smakiem zajadałam się czosnkową sałatką jarzynową.  

Jedyny minus, iż musiałam nękać Pana Męża o spożywanie jej w tym samym czasie co ja, bo inaczej nici z całowania! Równouprawnienie w woniach czosnkowych musiało być! :)

Sałatkę dodaję do cotygodniowej akcji Błyskawiczny Piątek. Nie jest zbyt skomplikowana do zrobienia, a przy użyciu krajalnicy czy robota kuchennego iście błyskawicznie się ją robi. Podsumowanie akcji można znaleźć na blogu Kulinarna Maniusia.

https://www.facebook.com/groups/228081887572455/?fref=ts
Składniki na 1 dużą miskę sałatki:
  • 3 jajka - ugotowane na twardo
  • 1 puszka zielonego groszku
  • 4 marchewki - bardzo duże
  • 2 pietruszki - średnie
  • 1 jabłko - twarde i kwaskowate
  • 3 ogórki kiszone - średnie
  • sól, pieprz - do smaku
  • 2-3 łyżki jogurtu naturalnego
  • 2-3 łyżki sosu czosnkowego od FOLWARK

Wersja do druku

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...