Tartaletki "na winie", czyli co się nawinie to do tartaletek!
Resztkowe gotowanie to według mnie wybitnie dopingujący wyobraźnię sposób na kucharzenie :) Gdy lodówka świeci pustkami, a leń patentowany sprzeciwia się wypadowi do pobliskiego sklepu na zakupy, gotowanie na bazie resztek jest często jedynym ratunkiem wypracowania sensownego obiadu. Ponadto jaka to frajda i ogromna satysfakcja, przygotować z kilku kompletnie odmiennych składników, idealnie skomponowany w smaku posiłek.
Ja tym razem przy moim kulinarnym eksperymentowaniu posiłkowałam się resztkami zamrożonego domowego ciasta półkruchego, parą cudem ocalałych w lodówce przed żarłocznym Panem Mężem jaj, kilkoma plastrami nie pierwszej już świeżości boczku oraz smętną, zwiędłą cebulą i resztkami sera feta. Lekko karkołomne zestawienie produktów w efekcie przerodziło się w całkiem smaczne i dające się szybko przygotować śniadanie, a mianowicie pysznie wypełnione tartaletki.
Idealnie wpasowały się one w trend akcji Błyskawiczny Piątek - szybko, smacznie i na temat :) Podsumowanie akcji dostępne na blogu Kulinarna Maniusia.
Składniki na 2 tartaletki o średnicy 10 cm- porcja dla 1 osoby:
- 3-4 plastry domowego ciasta półkruchego - ja przechowuje je zwykle w zamrażarce i odmrażam przed samym użyciem
- 2 grubsze plastry boczku
- kilka kawałków sera feta
- 1/2 cebuli - małej; wymaga podsmażenia
- 2 jajka
- sól, pieprz - do smaku
Dynia w zupie to jest to!
Dynia jest wielce wdzięcznym warzywem do gotowania. Nie tylko świetnie sprawdza się w przeróżnych, słodkich wypiekach, takich jak chociażby Drożdżówka z dynią i powidłami śliwkowymi albo Ciasto marchewkowo-dyniowe ze skórką pomarańczową czy Korzenne ciasto dyniowe, ale również w wielu potrawach wytrawnych, od chleba poczynając: Chleb dyniowy z ziarnami słonecznika, a na zupach kończąc: Pikantny krem z dyni.
Tym razem wykorzystując dynię, pozostałam w tych bardziej płynnych klimatach. Prezentuję dziś kolejną propozycję na szybki, smaczny i pożywny obiad w postaci gęstej zupy-kremu. Połączenie dyni ze słodką marchewką wyśmienicie się tu sprawdziło!
Składniki na porcje dla 4 osób:
- 3/4 litra wody
- 1 kostka rosołowa
- kawałek dyni - bez skóry, wielkości 2 jabłek, u mnie resztka zamrożonego zapasu z minionego sezonu
- 4 marchewki - średnie
- 1 ziemniak - średni
- 1 żółta papryka - mała
- kawałek selera - wielkości 1 orzecha włoskiego
- 1 pietruszka - mała
- 1/3 łyżeczka curry
- 1/2 łyżeczki papryki słodkiej
- 1/2 łyżeczki papryki ostrej
- 1 łyżeczka czosnku granulowanego
- 1/3 łyżeczki soli cebulowej
- pieprz czarny, pieprz cayenne - do smaku
- pestki dyni - do przybrania na talerzu
- 1 łyża mąki ziemniaczanej - płaska; do zagęszczenia
Pieczona marchewka w pieczywku to jest to!
Kolejny raz już dołączyłam do grona pasjonatów Piekarni Amber i razem z innymi blogerami kulinarnymi mierzyłam się z przepisem wybranym do wspólnego wykonania. Poprzednio był to Chleb z garnka z jagodami goji. Tym razem "na tapecie" znalazło się pieczywo z dodatkiem warzyw.
Gospodynią aktualnej Listopadowej Piekarni jest autorka bloga Posadzone i Zjedzone. Zgodnie z jej wyborem piekliśmy wszyscy bułeczki marchewkowe w uroczym, pomarańczowym kolorze i o lekko słodkawym smaku.
Zgodnie z zasadami wszyscy zabraliśmy się za kucharzenie w miniony weekend 11-13 listopada, a swoje dzieła piekarnicze zobowiązani byliśmy opublikować na blogach w następujący po nim poniedziałek 14 listopada dokładnie o godz. 20:00. Niestety trochę nie udało mi się z tymi zaleceniami zgrać czasowo, a konkretnie kompletnie zastrajkował mi internet - żesz nie miał kiedy stroić fochów, wrrrrr.... Stąd mój post opóźniony o cały dzień. Mam nadzieję, że mimo wszystko nie zdyskwalifikuje mnie to z grona Listopadowych Piekarzy :)
Składniki na 12 sztuk średnich bułek - inspiracja przepisem ze strony King Arthur Flour
ZACZYN:
- 3/4 szkl. wody - szklanka w tym przepisie, to 250 ml
- 1 i 1/4 szkl. mąki pełnoziarnistej pszennej - u mnie typ 1850, graham drobna
- 5g świeżych drożdży
CIASTO WŁAŚCIWE:
- 15g świeżych drożdży
- 3 średnie marchewki - wcześniej ugotowane do miekkości
- 2 szkl. mąki pszennej - u mnie luksusowa typ 550
- 1 kopiasta łyżka brązowego cukru - czubata
- 1 niepełna łyżeczka soli - płaska
- ziarna sezamu - do posypania bułeczek przed pieczeniem
Chleb z dodatkiem kaszy? Dziwadło piekarnicze, ale jakie smakowite! :)
Z obiadu z dnia poprzedniego zostało mi sporo niedojedzonej kaszy jęczmiennej. Jakoś nie mieliśmy z Panem Mężem ochoty ponownie konsumować jej na dzisiejszy obiad. Z racji, iż nie lubię marnować resztek jedzenia, natychmiast zaczęłam razem z Wujkiem Google'm poszukiwać natchnienia, jak by tu ją zmyślnie wykorzystać.
W oko wpadły mi liczne przepisy na chleb z kaszą gryczaną. A co gdyby tak zamiast tej gryczanej, wykorzystać jęczmienną? Kasza jak kasza, efekt powinien być podobny. Jak pomyślałam tak zrobiłam i zabrałam się za wyrabianie ciasta na chleb z nietypowym dodatkiem kaszy jęczmiennej, jako jego głównym składnikiem.
Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania! Pieczywko upiekło się z twardą, chrupiącą skórką, ale nadal przyjemnie miękkie i wilgotne w środku. Smak wypieku był wielce przyjemny, z naprawdę niewiele wyczuwalnym posmakiem kaszy. Dzięki jej dodatkowi, chleb długo zachowywał świeżość i jedliśmy go z Panem Mężem z wielką ochotą przez kilka kolejnych dni.
Patent ten na pewno wejdzie do regularnego repertuaru moich wyczynów chlebowych. Nic się przecież w kuchni nie powinno marnować i resztki obiadowej kaszy jęczmiennej ciekawie będą znajdować w tym pieczywku zastosowanie również i w przyszłości.
Składniki na 1 dużą keksówkę - o wymiarach LxWxH 30x10x7 cm:
- 1 i 1/2 szkl. ciepłej wody - u mnie zwykła "kranówa"
- 1 łyżka miodu - u mnie ciemny, gryczany
- 1/2 łyżki soli
- 25g świeżych drożdży
- 400g mąki pszennej - u mnie luksusowa, typ 550
- 100g mąki pszennej pełnoziarnistej - graham drobna, typ 1850
- 1 szkl. ugotowanej kaszy jęczmiennej
- 1/2 szkl. siemienia lnianego
Chrupiący z zewnątrz i obłędnie soczysty w środku - oto kotlet idealny!
Alchemię przyrządzania idealnego schabowego kiedyś już na łamach bloga przedstawiałam - Sposób na soczyste kotlety schabowe. Sednem sprawy było wtedy odpowiednio długie moczenie mięsa w miksturze jajecznej z domieszką kapki wody. Kotlety w tym czasie wchłaniały prawie całe jajko i to właśnie sprawiało, iż po usmażeniu były wyjątkowo soczyste.
Tym razem dzielę się trikiem na uzyskanie idealnie chrupiących kotletów schabowych, a to właśnie za sprawą odpowiedniej panierki. Aby takową uzyskać miesza się w proporcjach 1:1 bułkę tartą oraz mąkę pszenną razową. Kotlety obtaczane w takiej obsypce nie wchłaniają tyle tłuszczu podczas smażenia, co przy wykorzystaniu samej bułki tartej. Ponadto smażą się idealnie na chrupko z zewnątrz, zachowując w środku pożądaną soczystość.
Polecam patent wypróbować i wykorzystać przy okazji najbliższego podejścia do schabowych na obiad. Satysfakcja gwarantowana :)
Składniki na kilka/kilkanaście porcji kotletów:
- 1kg schabu - mięso pokrojone na porcje
- sól, pieprz czarny, przyprawa do mięsa - do przyprawienia
- 3 całe jaja - średnie
- 2 łyżki zimnej wody
- bułka tarta - do panierowania
- mąka żytnia razowa, pełnoziarnista typ 2000 - do panierowania, u mnie proporcje pół na pół z bułką tartą, sypane "na oko"
- smalec - do smażenia; wg.mnie jest lepszy w tym przypadku niż olej, bo nadaje kotletom bardziej wyrazistego smaku; jak szaleć z kaloriami, to szaleć! :)
Idealne ciasto na jesień! Pomaga pokonać sezonową chandrę :)
Jesień szaleje za oknem. Na przemian deszcze, wichury, mgły lub mżawka. W taką pogodę nieodparcie ciągnie mnie do słodkości, aby podratować trochę humor. Wypiekając ciasta sięgam wtedy po rozgrzewające przyprawy i dodające energii owoce.
Poniższy przepis kumuluje w sobie dobroczynną moc cynamonu - od wieków stosowany jako naturalny farmaceutyk na stany zapalne i wzmacniający odporność - oraz bananów - napędzające organizm w stanach przemęczenia i braku energii.
Wypiek jest przyjemnie słodki bananami i aromatyczny cynamonem. Do tego całość zwieńczona chrupiącą kruszonką. Idealny ratunek na jesienną melancholię oraz aktualne góry i wądoły pogodowe :)
Ciasto piekłam w ramach fejsbukowej akcji Ciasto na niedzielę, która to w aktualny weekend zachęcała do Jesiennych wypieków. Sezonowej chandrze czas powiedzieć dość! :D
Składniki na średniej wielkości prostokątną blaszkę - o wymiarach 25x20
cm (LxW):
CIASTO:
- 4 dojrzałe banany - małe
- 2 jajka - całe
- 1/2 szkl. cukru
- 1 mały cukier wanilinowy [16g]
- 1/2 kostki margaryny - musi być miękka; należy wyjąć ją wcześniej z lodówki
- 1 i 1/2 szkl. mąki pszennej
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka cynamonu - czubata
- 1/2 szkl. rodzynek
KRUSZONKA:
- 100g mąki pszennej
- 1 łyżeczka cynamonu - czubata
- 50g miękkiego masła
- 75g cukru w tym 2 łyżki domowego cukru waniliowego – przepis do podejrzenia TU – można zastąpić 1 opakowaniem cukru wanilinowego [16g]
Domowe, pysznie nadziane pieczywko, w wykonaniu "kobiety pracującej" :)
Kto śmie twierdzić, że "kupne" gotowce to w kuchni wybitne zło gastronomiczne, sodoma kulinarna i w ogóle afront pożywieniowy, ten chyba ma na co dzień za dużo wolnego czasu...
Jasne, przyjemniej i bardziej satysfakcjonująco byłoby przygotowywać jedzenie od początku do końca z wyselekcjonowanych składników podstawowych. A najlepiej jeszcze te składniki wpierw samemu wyhodować w przydomowym ogródku.
Jednak nie oszukujmy się, w obecnych, zagonionych czasach, kobieta pracująca - kultywująca satysfakcjonujące życie zawodowe, osobistego Pana Męża, a nie daj Boże również i dzieci - nie ma na to szans! Już nie mówiąc o tym, że nie każdy taki przydomowy ogródek rolny posiada - w doniczkach balkonowych jakoś tak trudno uprawiać własne warzywa i owoce...
Kobieta pracująca musi się wtedy posiłkować choć w części gotowymi produktami wstępnie przetworzonymi, żeby wyrobić się ze wszystkimi obowiązkami w przewidywanych 24-godzinach. Taka prawda i kto nigdy słoika z gotowym daniem w sklepie nie kupił, niech pierwszy rzuci kamieniem...
Po "kupnego" gotowca - Bigos polski z kiełbasą i grzybami od PAMAPOL - sięgnęłam dziś i ja z zamiarem inkorporowania go do ulubionego, nadzianego pieczywka. Tym razem nie w formie bułeczek, ale pasztecików, otwartych po bokach, z których apetycznie prezentuje się nadzienie. Okazały się bardzo dobre w smaku, wyśmienite jako dodatek obiadowy do zupy, lub do pochrupania same na kolację. Bigos od PAMAPOL wybitnie się tu sprawdził!
Składniki na kilkanaście sztuk dużych pasztecików:
CIASTO:
- 350g mąki pszennej - luksusowa, typ 550
- 50g mąki żytniej razowej - pełnoziarnista, typ 2000
- 200ml mleka
- 60g masła
- 1 łyżeczka soli
- 1 łyżeczka cukru
- 1 łyżeczka suchych drożdży - płaska
- 1 jajko - do posmarowania z wierzchu przed pieczeniem
- czarnuszka - do posypania przed pieczeniem
FARSZ:
Najlepszy, bo domowy! :)
Zasmakowałam ostatnio w domowych ketchupach, własnoręcznie przygotowywanych i wekowanych. Samo zdrowie, bo bez konserwantów, ze sprawdzonych składników, bez zbędnych "śmieci" i "ulepszaczy". Zdatne do przechowywania w spiżarni przez kolejnych kilka lat, a to dzięki pasteryzacji.
Robiłam już Pikantny ketchup z cukinii, teraz zaś postanowiłam wypróbować jego paprykowy odpowiednik. Zainspirowałam się tu przepisem z bloga z cukrem pudrem. Trochę jednak pożonglowałam składnikami w stosunku do oryginału i dodałam swoje własne triki ;)
Składniki na 8 słoiczków o pojemności 250ml - w tym jeden niepełny:
- 1,5 kg czerwonej papryki - waga po obraniu i wydrążeniu gniazd nasiennych
- 1 główka czosnku
- 2 cebule - średnie
- 2 pomidory suszone z oleju - duże
- 200 gramów koncentratu pomidorowego 30%
- 1/2 szkl. soku pomidorowego
- 1 szkl. cukru
- 1/3 szkl. octu spirytusowego 10% od WSP Społem Kielce
-
3 liście laurowe
- 1/4 szkl. zalewy olejowej od pomidorów suszonych
- 1 łyżka sosu sojowego
- 2 łyżki soli
- 1 łyżeczka chili
- 1/2 łyżeczki curry
- 1/2 łyżeczki pieprzu cytrynowego
- 2 łyżeczki suszonej bazylii
- 3 garście świeżej bazylii - same listki bez łodyżek; drobno posiekać
Węgierskie smaki aromatycznego kurczaka w pomidorowo-paprykowym sosie. Trochę słodko, trochę kwaśno, trochę pikantnie.
Pan Mąż miewa okazjonalnie fochy kulinarne niczym kolosalnie rozpuszczona primadonna... Raz kurę skonsumuje na obiad z wielką przyjemnością i pietyzmem, innym razem kręci nosem na cokolwiek co drób przypomina. Ciężko nadążyć za tymi jego gastronomicznymi humorami.
Przy okazji aktualnego obiadu trafiłam akurat w ten bardziej rozkapryszony dzień. Mimo iż podobnie przyrządzoną kurę Pan Mąż zjadł niedawno z wielkim smakiem - Kurczak zapiekany w sosie barbecue - tym razem wybitnie wybrzydzał i pastwił się nad resztkami kurczęcia na talerzu.
- "Za często kurczaka gotuję?" - pytam zaciekawiona głębszą filozofią tych Mężowskich wstrętów.
- "Nieeeeee, może być..." - odpowiada z robrajającą szczerością.
- "Nie smakuje? Nie takie przyprawy?" - dociekam dalej.
- "Nieeeeee, dobre całkiem..." - odrzuca leniwie.
- "Źle się czujesz?" - zaczynam panikować.
- "Nieeeeee, no co ty..." - odpowiada niespale.
- "No to o co, do jasnej kurzej jej twarzy, chodzi!!!???" - nie wytrzymuję i popuszczam wodze frustracji.
- "No o nic przecież. Co tak krzyczysz?" - dziwi się Pan Mąż wyrwany z zamyślenia nad talerzem. Po czym zaczyna machać raźnie widelcem i po chwili na talerzu tylko kostki po kurze zostawia.
- "Dobre." - łaskawi chwali. -"Czemu nie robisz takiego czegoś częściej?" - ma czelność się jeszcze dziwić.
A mnie jakoś tak szlag cichy trafia... No weź tu nadąż Kobito za Mężowskimi humorami kulinarnymi!!!???
Składniki na porcje dla 4 osób - czyli dla bardzo głodnej pani Żony, kapryśnego Pana Męża i starczy jeszcze na drugi dzień:
- 8 pałeczek z kurczaka - około 1200g mięsa
MARYNATA DO MIĘSA:
- przyprawa do kurczaka
- pieprz czarny
- sól
- Sos madziarów od Folwark - ostry sos pomidorowy z dodatkiem papryki chilli, ze słodko-kwaśnym posmakiem, inspirowany kuchnią węgierską; do zamarynowania mięsa i posmarowania w trakcie pieczenia
Proste, szybkie do wykonania i - co najważniejsze - smaczne danie obiadowe!
Uwielbiam rybę pieczoną w owocach! Poprawka. Uwielbiam rybę pieczoną w każdym owocu, oprócz cytryny. Nie wiem czemu, ale jakoś wyjątkowo mi ten smak nie podchodzi. Nie mam nic przeciwko świeżej cytrynie do ryby, ale jej pieczona wersja mnie odrzuca. Zastępuję ją przeważnie innym owocem cytrusowym, jak choćby mandarynką w przepisie: Pstrąg tęczowy w mandarynkach na ruszcie z marchwii.
Tym razem postanowiłam wykorzystać pomarańczę. W efekcie powstało proste, szybkie do wykonania i co najważniejsze smaczne danie obiadowe.
Składniki na 2 osoby:
- 2 średnie pstrągi tęczowe
- 1-2 pomarańcze
- 1 łyżka masła
- sól, pieprz, przyprawa do ryby – do smaku