Nieodłącznym elementem śniadania w moim rodzinnym domu jest szynka, pieczona w przyprawach. Taka domowa wędlina, jest nieporównywalna w smaku do tej ze sklepu, długo zachowuje świeżość, a jej walorów zdrowotnych nie muszę chyba zbytnio zachwalać, skoro obywa się bez wszelkich konserwantów, emulgatorów, barwników i innych, chemicznych "wspaniałości".
Co z tego, że wędlina w witrynie sklepowej wygląda jak z obrazka, kiedy po włożeniu do lodówki puszcza wodę, robi się śliska i generalnie niejadalna. Nie wspominając już o "trawiastym" smaku. Nazywanie szynki "staropolską" czy "babuni" wcale nie znaczy, że została przygotowana tradycyjnym sposobem. Wędlina mieniąca się kolorami tęczy, mimo że ładnie wygląda, ma przeważnie mało wspólnego z produktem dobrej jakości.
Ratunkiem dla dbającego o żołądek konsumenta są więc własnoręcznie wyrabiane wędliny domowe. Ich przygotowanie wcale nie jest takie trudne. Oczywiście wymagana jest pewna wiedza tajemna w postaci przepisu po babci czy receptury przekazywanej ustnie z pokolenia na pokolenie. Ale reszta to już tylko i wyłącznie chęci oraz trochę poświęconego czasu. Efekt jest niewątpliwie wysiłku wart, bo otrzymujemy wędlinę smaczną, zdrową i świeżą.
Składniki na 1 małą szynkę:
MIĘSO I AKCESORIA:
- 800g szynki cielęcej
- siatka wędliniarska do szynki - kawałek ok 25-30cm
- rękaw foliowy do pieczenia - kawałek ok 30cm; u mnie marki GOSIA;
- 1/4 łyżeczki pieprzu białego
- 1/4 łyżeczki czosnku granulowanego
- 1/4 łyżeczki ziół prowansalskich
- 1/4 łyżeczki soli
- 2 łyżki oleju rzepakowego
- 1 łyżeczka octu jabłkowego




