czwartek, 25 maja 2017

W ALT CAFE kawa i zabawa podczas Festiwalu Kawy

Kawa i zabawa - to jest mistrzowski patent na kawiarnię!


W dniach 22-28 maja 2017 Kawowy Festiwal zawładnął 3Miastem! Zarówno zatwardziali kawosze jak i świeżaki kofeinowe z powodzeniem mogą w tym czasie w ofercie festiwalowej znaleźć coś dla siebie. 

Oprócz kosztowania szlachetnie czarnego trunku, klienci apetycznie się też zasłodzą różnorodną ofertą ciast i deserów. Dieto - zgiń, przepadnij! :)

Ku pamięci recytuję podstawowe zasady festiwalowe:
  • bez rezerwacji, bez rejestracji, bez limitów odwiedzin kofeinowych miejsc, bez limitów wypitej kawy i zjedzonego ciasta
  • kawusia singielka 6 PLN; samotne ciacho 7 PLN; parka 10 PLN :)
  • bariście wyłożyć jak krowie na miedzy zachciankę skorzystania z menu festiwalowego
  • ot i tyle :)
Osobiście zażarcie w Festiwalu Kawy uczestniczę i z błogością płyny w krwiobiegu zastępuję czystą kawą :) Wizytowałam już kawiarnię KOFEINA Gdynia Coffee House, co popchnęłam stosowną recenzją: Czas na...kawę w KOFEINA - Festiwal Kawy Trójmiasto. Teraz czas przyszedł na ALT CAFE GDYNIA.
Na fotorelację wraz z subiektywnym komentarzem zapraszam poniżej:

___________________________ ~ ___________________________
 
ALT CAFE GDYNIA ~ ul.Legionów 112F/1 (osiedle Altus), Gdynia

Jak sami o sobie piszą: Miejsce tętniące życiem, pozytywną energią, pachnące aromatyczną kawą i ciastem domowej roboty. Każdy znajdzie tutaj swój kawałek podłogi lub trawki [źródło: altcafe]

Można się tu zjawić zarówno na śniadanie, jak i na lunch. Dostępne odrębne menu przyjazne dla maluchów. Do popicia domowa lemoniada lub świeży sok, choć piwko oraz wino też się znajdzie. Oczywiście królują tu aromatyczna kawa i apetyczne desery.


Miejscówa na rogu okazałego kompleksu usługowo-mieszkalnego Altus, w pobliżu SKM Redłowo Gdynia. Kawiarnia jest niewidoczna od głównej ulicy Al.Zwycięstwa. Najłatwiej się do niej dostać od strony ul.Lotników, jeśli uda się zaparkować na osiedlowym parkingu - co bywa wyczynem niemałym :)
 Amatorzy świeżego powietrza znajdą tu coś dla siebie. "Ogródek" letni na zewnątrz kusi do poleżakowania. Aura okazała się jednak dziś zdeczko wietrzna, więc jakoś ostatecznie oparłam się pokusie popijania kawy na betonowym łonie natury :)
Wnętrze podzielone jest na dwie części. Parter, dedykowany dorosłemu odbiorcy, urządzono w lekko industrialnych klimatach i nieskomplikowanej kolorystyce. Wygodne siedziska i fotele pozwalają wyśmienicie zrelaksować wymęczone kości :)
Za to góra - istny raj małego berbecia! Maluchy mają tu do dyspozycji drewniany domek z antresolą, zjeżdżalnię z basenem z kulkami, konia na biegunach, tor wyścigowy z pojazdami dla małych kierowców, mini-kuchnię i wiele, wiele zabawek. Aż kusiło, aby powagę i dostojność odłożyć chwilowo na bok i zanurkować pośród tych cudowności ;)
Przestrzeń bawialna na piętrze oddzielona jest od niewielkiego obszaru "dorosłego" praktycznym płotkiem. Prowadzące tu schody i wejście dodatkowo zamknięto bramką zabezpieczającą. Berbecie nie mają więc szans wydostać się samopas tam gdzie im nie wolno. Na uwagę zasługuje użyteczny trik nowoczesnego rodzica - monitor TV przy barze transmitujący przekaz na żywo z bawialni. W ten sposób i dziecko syte i rodzic cały - można delektować się pyszną kawą w oddaleniu od wrzeszczącego potwora, a jednak nadal mieć go na oku :)
Właściciel (tata Małej Księżniczki - jak się dowiedziałam) wyjątkowo moim zdaniem wpasował się w niszową klientelę progresywnego rodzica, któremu macierzyństwo czy tacierzyństwo wcale nie utrudnia życia towarzyskiego. Lokal wygodnie łączy w jednym kolorowy pokój jak z bajki z relaksująca przestrzenią dla dorosłego. Podsumowując: miejsce wyjątkowo przyjazne prokreacyjnej części społeczeństwa :) Motto kawiarni daje temu wyraz: Kawa i zabawa!
Odkładając na bok wszystko co powyższe (bo nie dla zabawy tu przybyłam, tylko w śmiertelnie poważnym celu skosztowania festiwalowej kawy), skupię się teraz na serwowanych tu słodkich specjałach. Wachlarz słodkości do wyboru jak dla mnie optymalny - nie musiałam pół godziny wertować asortymentu w poszukiwaniu Ciasta Tego Jedynego. Sernik, beza, tarta - wszystko świeże i na bieżąco dokładane - apetycznie cieszyły oko zza niewielkiej, przeszklonej witrynki.
Ślinotok murowany!!! :D
Część specjałów przygotowywana jest na miejscu przez kuchnię lokalu. Jednak bardziej karkołomne słodkie wiktuały przybywają z Pracowni Cukierniczej Must Bake z Sopotu.
Menu festiwalowe oferowało kawę americano lub flat white oraz tartę z mascarpone i owocami.
Ja zdecydowałam się na flat white z misternie wylanym przez baristę liściem mlecznym. Sztuka "free pour" jak widać ma się tu dobrze :)
Filiżankę czarnego płynu otrzymałam słusznej wielkości. Pachniał i smakował wielce aromatycznie. Kofeinowego kopa dostałam od razu :)
Na deser serwowano tartę przygotowywaną na miejscu w lokalu. Słodkie (ale bynajmniej nie mdłe) wypełnienie z mascarpone idealnie kontrastowało z kwaskowatą borówką.
Porcja niestety minimalistyczna - to co dobre, zawsze zbyt szybko znika z talerza :) Choć w przypadku menu festiwalowego zasadę okrajania serwowanych porcji potrafię zrozumieć - kawiarnia w końcu musi jakoś wyjść na przysłowiowe "zero" przy promocyjnej cenie festiwalowych wiktuałów.
Podzielę się jeszcze fikuśnym akcentem wystroju wnętrza, jaki wypatrzyłam. Słoikowa lampa podsufitowa zachwyciła mnie niesztampowością i innowacyjnością. Aż mam ochotę zmajstrować sobie takie cudo we własnej kuchni :) Nie ukrywam, że tego typu "perełek" wyglądam zawsze w odwiedzanych knajpkach i przeważnie bardzo pozytywnie nastrajają mnie one do danego miejsca :)
Podsumowując: wizytacja festiwalowa wielce udana! Opiłam się i objadłam przesmacznie :) Jedyny zgrzyt to taki, że gdy spojrzałam w cennik menu codziennego, portfel mi żałośnie zaskomlał z wrażenia... 15 PLN za ciasto jest jeszcze do zniesienia - ale tylko wtedy gdy kawałek ten jest zdecydowanie słusznej wielkości. Średnio ok. 19 PLN za malutką pizzę - to trochę jednak wygórowane. Do tego 9 PLN za bułkę śniadaniową i podobna ilość złotówek za mały napój w butelce - hmmm... Tak więc na jednej szali mamy komfort rodzinnego biesiadowania, a na drugiej pieniążki szybko uciekające z portfela. Każdy powinien sobie sam wyważyć, która szalka u niego górą :) Nic to! Podobało mi się i na pewno tu wkrótce wrócę z kumpelą obdarzoną potomstwem (Patrycja, o Tobie mówię!) :)

___________________________ ~ ___________________________


8 komentarzy:

  1. byłam, byłam. Bardzo mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto było zajrzeć, prawda? :) Opita kawusią i najedzona ciastem ledwo się wytoczyłam z lokalu :P

      Usuń
  2. Lokal przyjemny, a ciasta super apetyczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym mieszkała w okolicy, bywałabym tam często :) Fajnie, gdy wyjdziesz z klatki w bloku i za rogiem masz takie przyjemne miejsce do relaksu :)

      Usuń
  3. Nie byłam więc rzetelnie nie ocenie ale ten lokal kupił mnie już miejscem do zabawy dla dzieci. Takich rzeczy brakuje w moim miasteczku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie to mi się bardzo spodobało, że właściciel serio wpasował się w oczekiwania rodzicielskie. Żaden tam maleńki kącik do zabawy w kącie kawiarni, tylko poważnie przemyślany i solidnie wyekwipowany osobny pokój zabaw!

      Usuń

Z góry dziękuje za pozostawiony komentarz i zapraszam ponownie :)

Google+ Followers

Wersja do druku

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...