piątek, 23 czerwca 2017

Chleb na sodzie z tropikalnymi bakaliami

Błyskawiczne piekarzenie w Błyskawiczny Piątek! :)


Chleb na sodzie piekłam nie po raz pierwszy. Zetknęłam się już z nim w ramach wspólnego piekarzenia w akcji Wypiekanie na śniadanie, kiedy to mogłam się pochwalić takimi oto efektami: Chleb na sodzie z rozmarynem, cynamonem i jabłkiem. Bardzo mi wtedy zasmakowała słodkawa wersja tego rodzaju pieczywka i postanowiłam kontynuować trend. Tym razem jako główny dodatek wystąpiły tropikalne bakalie, czyli kandyzowany ananas i papaja, rodzynki sułtańskie oraz suszone morele i kokos.

Chlebek na sodzie, choć mały, wyrósł idealnie. Bakalie dodały tu ciekawej słodyczy. Pajda takiego chlebka z serkiem śmietankowym czy miodem, a nawet samym masłem, smakuje wyśmienicie :)

Z zasady chleby sodowe szybciej wysychają niż tradycyjne pieczywo na drożdżach czy zakwasie, więc polecam go zjeść najlepiej tego samego dnia - nie jest to trudnością przy tak niewielkim bocheneczku i wiecznie głodnej rodzinie :)

Z racji wyjątkowo nikłej pracochłonności przy pieczeniu, dodaję przepis do cotygodniowej akcji Błyskawiczny Piątek. Jej podsumowanie można znaleźć na blogu - c.d.n.

https://www.facebook.com/groups/228081887572455/?fref=ts

Składniki na 1 mały bochenek:

  • 250g mąki pszennej
  • 200-220ml maślanki - zależy od konsystencji ciasta chlebowego, najpierw użyć 200ml, najwyżej potem po troszku dolewać resztę
  • 1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej,
  • 1/4 łyżeczki kardamonu - można pominąć
  • 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej - można pominąć
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 szkl. tropikalnych bakalii - kandyzowany ananas i papaja, rodzynki sułtańskie oraz suszone morele i kokos

środa, 21 czerwca 2017

Sałatka warzywna z kuskusem pod rzepakiem

Olej rzepakowy - oliwa północy! - króluje w sałatce :)


Że olej rzepakowy to samo zdrowie - coraz większa jest tego ogólna świadomość kulinarna. 

Źródło: Miej więcej oleju w głowie
Że olej rzepakowy nazywany jest oliwą północy, ze względu na podobny profil kwasów tłuszczowych do zawartego w oliwie z oliwek - Ambasador akcji Pokochaj olej rzepakowy Grzegorz Łapanowski edukuje wszem i wobec.

Że olej rzepakowy warto dodawać na zimno do sałatek, aby zachować najwięcej wartości odżywczych, jednocześnie zwiększając wchłanianie niektórych witamin i barwników (np. karotenu) - doinformowałam się niedawno, przeglądając przepisy i porady kucharza Grzegorza Łapanowskiego na fejsbukowym profilu Miej więcej oleju w głowie.

 
Dobrą radę postanowiłam od razu wykorzystać w krzepiącej sałatce warzywnej z kuskusem. Z powodzeniem można ją zaserwować na obiad czy solidna kolację i najeść się do syta. Skąpałam ja w oleju rzepakowym dla wydobycia zawartych w warzywkach witamin i składników odżywczych.

Przepis bierze udział w konkursie: Zainspiruj się olejem rzepakowym.


Składniki na 1 porcję:
  • 25g kuskusu razowego - przyrządzić zg. z instrukcją z opakowania
  • 8 szt pomidorków koktajlowych
  • 3 rzodkiewki - duże
  • 1/4 czerwonej papryki - małej
  • 1/2 marchewki - małej
  • 10 strąków świeżego groszku
  • 1 łyżka szczypiorku 
  • 1 łyżka oleju rzepakowego
  • sól, pieprz kolorowy - do smaku

wtorek, 20 czerwca 2017

Cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem

Nieśmiały groszek króluje w cannelloni :)
 

Dryń. Dryyyń! Drrrrrryyyyyyńńńńń! Dryń, dryń, dryń, dryyyyyyyyyyyyyyń!!!Przeraźliwy dźwięk wrzeszczącego telefonu wyrwał mnie nieprzyjemnie z objęć Morfeusza. 

- Czego!!!?... - wdzięcznie powitałam rozmówcę.

- A co ty jeszcze śpisz? - dziwi się rozbrajająco Pan Mąż.

- Spałam... W końcu resztki urlopu jeszcze mam. Kto mi zabroni spać do 11? - mój głos nabrał delikatnie krwiożerczego tonu.

- Nooooo ten tego... - zawahał się małżonek. - No bo dzwonię, żeby się upewnić, że pamiętasz! - po chwili roztropnie zmienił temat.

- ... - myśli rozbiegły mi się w głowie niby hasające zające po łące - No pewnie, że pamiętam! - symuluję, wewnętrznie panikując: O czym? [orzeszku...] O czym??? Urodziny? Rocznica? Teścia wizyta???

- To dobrze - ucieszył się radośnie Pan Mąż. - Bo już tak dawno nie było go u nas - pożaliła się moja druga połówka.
 
Czyżby jednak teść [orzeszku!!!]??? - oficjalnie weszłam w stan podwyższonej paniki. Mieszkanie nieodkurzone, pranie odłogiem w koszu leży, gary w zlewie leżą, ja w nieposłanym łóżku też leżę do towarzystwa. Ratunku!!!

- A tak w ogóle to dzwonię, żeby zapytać czy chcesz żebym kupił wino po drodze z pracy - Pan Mąż w końcu przeszedł do konkretów.

Wino? Po kiego grzyba teściowi wino potrzebne??? Przecież z trunków preferuje piwo... - wewnętrznie debatuję.

- No bo do tego Twojego cannelloni to bym z chęcią toast wzniósł lampką czerwonego - dyplomatycznie chwali moje kulinarne wyczyny wiecznie głodny Pan Mąż.

Aaaaaahhhhh... Uffffff... Z ulgą doznałam oświecenia pamięciowego. Nie o wizytę teścia jednak małżonkowi chodziło, tylko o posiłek obiadowy w godzinach popołudniowych. Cannelloni się zobowiązałam w dniu poprzednim zrobić, po licznych mężowskich perswazjach, zachętach, podszeptach i namowach.

Nie to, że wzbraniam się przed Pana Męża karmieniem, ale moje popisowe cannelloni do najszybszych w przygotowaniu nie należy. Trzeba farsz pokroić i wyrobić, rury makaronu spreparować i nadziać, sos ugotować, odpowiedni czas przy piekarniku wyczekać dla zapieczenia całości. Pracochłonność w pigułce! A współczesna kobieta pracująca na skomplikowane potrawy zwykle alergię miewa - to fakt niezaprzeczalny.

No ale słowo się rzekło. Pan Mąż obiecanego posiłku nie odpuści, no to Pani Żona zrobić musi.

Naprędce żegnam się z rozmarzonym myśleniem o obiedzie małżonkiem i pędzę lecę do kuchni w poszukiwaniu składników. Mięso mielone jest! - z przepaści zamrażarki wyciągam skuty lodem kawał nieokreślonego kształtu. Brokuł obecny! - lodówka wypluła z siebie całą głowę zielonego warzywa. Makaron odnaleziony! - przepaście szafek kuchennych oddały rurkowaty skarb w moje ręce. Czego mi tu jeszcze brakuje... Hmmm... A groszek? Gdzie jest groszek???

Kto wziął groszek [orzeszku!!!]??? - zaczynam w panice rzucać kalumnie na pozostałych członków domowego ogniska [czytaj: kogo?co? - Pana Męża]. Ah... Jest i groszek. Schował się za kukurydzą. Nieśmiały jakiś. A przecież on nasz rodzimy, z Polskich Kujaw pochodzący, tupetu nie powinno mu brakować, żeby z powodzeniem konkurować z kukurydzą pochodzącą z ciepłych Węgier. W końcu w najlepszej dla niego strefie klimatycznej uprawiany jest!

Szast prast i po kilku godzinach wytężonej, ale owocnej harówki w kuchni, dochodzi do siebie w piekarniku cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem po beszamelem

Zmęczona, spocona, zmechrana [klimatyzacja w mojej mikroskopijnej kuchni letnią porą jakoś tak szwankuje...], ale szczęśliwa uczynionym obiadem, czekam niecierpliwie aż Pan Mąż wkroczy po pracy w progi mieszkania. 

I tak całkiem mimochodem, zupełnie niechcący, całkiem przypadkiem i w ogóle bez głębszego znaczenia [sarkazmem ociekam], ostrzę sobie akurat podręczny tasak kuchenny na osełce. Wystarczająco ostry? Nieeee, jeszcze mu brakuje... 

Nagle zgrzyt klucza w zamku i Pan Mąż z impetem i pieśnią na ustach wkracza w domowe pielesze. Jakoś jednak go tak nagle wryło w drzwiach do kuchni. Tasak wdzięcznie błyska w słońcu i moich rękach. 

- To o której do mnie dziś dzwoniłeś? - pytam delikatnie.

- ... Za wcześnie?... - ostrożnie wypowiada się Pan Mąż.

- Jutro mój ostatni dzień urlopu - oznajmiam nieśpiesznie. - To o której do mnie wtedy zadzwonisz? - kontynuuję temat ewentualnej porannej pobudki, polerując z pietyzmem naostrzony tasak przy pomocy ściereczki kuchennej.

- ... W ogóle?... - jeszcze ostrożniej odpowiada Pan Mąż.

Trach!!! Tasak ląduje wbity w drewnianą deskę kuchenną niemalże do połowy.

- Słuszne podejście - chwalę łaskawie roztropnego małżonka. - Ale co my tu o krwawych jatkach dywagować będziemy, obiad gotowy, weź sztućce, ja zaniosę cannelloni na stół - rozporządzam zdecydowanie. W końcu owoc mojej kuchennej udręki najlepiej spożywać na ciepło. 

Cannelloni mięsne z brokułem i groszkiem [nieśmiałym takim] jak zwykle zrobiło furorę w porze obiadu :)


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Błyskawiczny Piątek - podsumowanie z dnia 16.06.2017

Było szybko, prosto i nieskomplikowanie, ale przede wszystkim pysznie :)


Cotygodniowa akcja fejsbukowa Błyskawiczne Piątki już za nami. Frekwencja obrodziła. Wiele pysznych i intrygujących przepisów dołączyło do kolekcji. Pomysły na szybkie, proste, ale i smaczne dania, jak zwykle były różnorodne: od posiłków warzywnych, przez placuszki i makarony, na ciastach i lodach kończąc. Aż chciało się mlaskać z radości przeglądając te pyszności :)

Poniżej zapraszam na foto-podsumowanie w ramach minionego Błyskawicznego Piątku z dnia16.06.2017. Każda fotka opisana został nazwą biorącego w akcji uczestnika oraz przygotowanej potrawy.

Zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w kolejnym, nadchodzącym, piątkowym wydarzeniu. Akcja jest przecież cykliczna i powraca na łamy fejsbuka regularnie. Zasady są proste:
Znasz błyskawiczny przepis na coś smacznego? A może sposób na coś? Podziel się tym z nami w piątek. Jeśli prowadzisz blog, wtedy dodaj wpis (w piątek), a następnie w tym wydarzeniu wklej link do swojego wpisu. Jeśli nie jesteś blogerem, możesz i tak podzielić się swoim sposobem lub przepisem - bezpośrednio w wydarzeniu. Zapraszamy!
A oto zestawienie efektów naszego wspólnego gotowania z minionego Błyskawicznego Piątku 16.06.2017:

niedziela, 18 czerwca 2017

Drożdżowe ciasto z jagodami na noc z lodówki

Ciasto zostawiane samopas na całą noc w lodówce - samo się robi :)


Znaczna część moich popisów cukierniczych hołduje zasadzie: ma być prosto, szybko i smacznie! Zapomnieć chcę o górze "garów" do zmywania oraz długim i mozolnym pobycie w kuchni. Nadal jednak wymagam smacznego i satysfakcjonującego efektu końcowego pieczenia :) 

Wszystkie te założenia w 200% spełnia moje popisowe ciasto drożdżowe bez wyrabiania. Zostawiane samopas na całą noc, niemalże samo się robi! Nie wymaga do wyrabiania miksera, wystarczy jedynie zamieszać całość łyżką. Piekłam już je kiedyś w bardziej pomarańczowej wersji, z dodatkiem świeżej oraz kandyzowanej skórki z pomarańczy: Ciasto drożdżowe na noc bez wyrabiania

Tym razem postawiłam na dodatek świeżych owoców. A że sezon na jagody właśnie zawitał w kalendarzu, postanowiłam rozpocząć go z przytupem, ciastem z jagodami właśnie! Uroku dodaje tu dodatkowo dobrany pod kolor fioletowy lukier :)

Drożdżowe ciasto z jagodami piekłam w ramach wspólnej, fejsbukowej akcji Jagodowo i borówkowo, organizowanej przez Ciasto na niedzielę.


Składniki na 1 dużą keksówkę o wymiarach LxWxH 30x10x7cm: 
CIASTO:
  • 50g świeżych drożdży
  • 1/2 szkl. cukru
  • 1 mały cukier wanilinowy [16g] 
  • 3 jajka - małe 
  • 1/2 szkl. oleju
  • 1 aromat waniliowy
  • 1/3 szkl. zimnego mleka
  • 2 szkl. mąki
  • 2-3 garście świeżych jagód
LUKIER:

  • 1/2 szkl. cukru pudru
  • kilka kropel aromatu waniliowego
  • szczypta fioletowego barwnika spożywczego
  • 1-3 łyżki gorącego mleka - ilość płynu zależy tu od stopnia płynności lukru jaki chcemy uzyskać, u mnie akurat wyszedł bardziej płynny


piątek, 16 czerwca 2017

Placuszki z twarogiem, twarożkiem i syropem z agawy

Proste w przygotowaniu, a jakie smaczne!


Smażyłam już placki z dodatkiem twarogu: Placuszki twarogowe z borówkowym przybraniem oraz Placuszki z twarogiem i jagodami. Smażyłam też takie z dodatkiem serka wiejskiego: Placuszki z serkiem wiejskim. Ale nigdy dotąd nie łączyłam razem białego sera z twarożkiem granulowanym. Zawsze kiedyś musi być jednak ten pierwszy raz :)

Oto więc i one! Placuszki bogate w nabiał z wyczuwalnymi drobinkami twarogu, puszyste ubitymi białkami jaj i apetycznie wyrośnięte. Są niezbyt słodkie w smaku, dlatego zaserwowałam je polane syropem z agawy - choć równie dobrze można by tu użyć tradycyjnego miodu czy syropu klonowego. Tak zestawione z kapką jogurtu naturalnego smakowały wyśmienicie :) 

Owoc mojego plackowego eksperymentu dodaję do cotygodniowej akcji Błyskawiczny Piątek. Jej podsumowanie można znaleźć tutaj: Błyskawiczny Piątek - podsumowanie z dnia 16.06.2017.

https://www.facebook.com/groups/228081887572455/?fref=ts
 
Składniki na ok. 25 placuszków - czyli porcja dla 3 osób:

  • 1 kostka twarogu [200g] - chudy lub półtłusty
  • 1 twarożek wiejski granulowany [200g]
  • 4 jaja - duże
  • 5 łyżek mąki pszennej - czubate
  • 2 łyżki domowego cukru waniliowego - płaskie
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia - płaska
  • szczypta soli 
  • jogurt naturalny - do polania z wierzchu
  • syrop z agawy - do polania z wierzchu
  • olej - do smażenia



wtorek, 13 czerwca 2017

Chili con carne

Krzepiący obiad dla krzepkiego Pana Męża :)


Ulubiony patent na obiad wg. Pana Męża: ma być treściwie, syto i zostać na zapas! Wtedy Pan Mąż szczęśliwie obżarty i Pani Żona zadowolona, że nie musi stać przy garach dnia następnego.

Wszystkie te wymogi spełnia moje popisowe chili - krzepiące mięsko, plejada warzyw i aromatyczny sos w jednym. Patelnia aż ugina się wtedy od tej sycącej dobroci. Pan Mąż już od wejścia w progi mieszkania po pracy, gromkim głosem radość oznajmia z zamiarów obiadowych kochanej Pani Żony. Łatwo mu dzień chili rozpoznać, bo zapachy roznoszą się wtedy po całej klatce. Ślinotok murowany!

A gdy solidna porcja obiadu zostanie na dzień kolejny, chili nabiera wtedy jeszcze większej mocy i szlachetności. Chyba nawet jest lepsze dnia następnego, kiedy to składniki mają czas żeby się wzajemnie przegryźć :) 


Składniki na 4-5 solidnych porcji:
PRZYPRAWY w proszku:
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka czosnku granulowanego
  • 1 łyżeczka papryki słodkiej
  • 1 łyżeczka papryki ostrej
  • 1/2 łyżeczki pieprzu czarnego
  • 1/2 łyżeczki curry
PRZYPRAWY płynne:
CHILI:
  • 500g mięsa mielonego wieprzowego
  • 2 cebule - śœrednie
  • 1 puszka fasoli czerwonej [400g] - łącznie z zalewą
  • 1 puszka pomidorów w puszce bez skórki [400g] - krojonych
  • 1/2 puszki kukurydzy
  • 1 papryka czerwona - duża
  • 1 papryka zielona - śœrednia
  • 1/2 szkl. soku pomidorowego - lub więcej, wedle uznania
  • olej - do smażenia

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Idealne blaty naleśnikowe

Sprawdzony, rodzinny przepis - czyli siła tradycji!


Naleśniki nauczyłam się smażyć od Rodzicielki dawno, dawno temu. Swoją przygodę naleśnikową zaczynałam od tradycyjnego, rodzinnego przepisu, którego efektami zajadałam się z błogością w dzieciństwie. Aktualnie pozwalam sobie na liczne modyfikacje, eksperymenty i odkrywam nowe smaki w tym temacie, ale lubię czasami powrócić do korzeni i przyrządzić blaty naleśnikowe wg. tego właśnie sprawdzonego przepisu.

Zdaję sobie sprawę, że smażenie naleśników to nie fizyka kwantowa, nie potrzeba być tu geniuszem i specjalistą. Ale garść użytecznych trików w tym temacie zawsze się przyda i pomoże uzyskać smaczny efekt.

Złote zasady idealnych naleśników:
  • Zastosowanie w cieście tylko mleka nie jest wskazane, gdyż naleśniki wyjdą wtedy twarde. Należy dodać również wodę (zwykła "kranówa" lub gazowana) - najlepiej w proporcji 1:1.
  • Do ciasta warto dodać kilka łyżek oleju, wtedy naleśniki nie będą przywierać do dna patelni.
  • Przesiewanie mąki przez sito do ciasta ma na celu nie tylko pozbycie sie grudek, ale wpływa również na puszystość naleśników, bo w ten sposób mąkę napowietrzamy
  • Ciasto musi mieć jednolitą konsystencję gęstej, ale wciąż płynnej śmietany.
  • Do smażenia najlepiej używać średniej wielkości patelni - u mnie o średnicy 26cm - o niskich brzegach i nieprzywierającej powłoce. Niskie brzegi pozwolą na łatwiejsze manewry przy przewracaniu naleśnika.
  • Patelnia przed smażeniem musi być dobrze nagrzana, aby naleśniki w trakcie nie przywierały.
  • Przed pierwszym naleśnikiem patelnię należy delikatnie natłuścić olejem. Potem nie jest to już konieczne, bo olej znajduje się w składzie ciasta i uchroni on przed przywieraniem.
  • Na rozgrzaną, delikatnie natłuszczoną patelnię należy wylewać rozmieszane za każdym razem ciasto, rozprowadzając je równomiernie ruchem kolistym po całej patelni - wystarczy manewrować patelnią; nie ma potrzeby pomagać sobie szpatułką czy wałeczkiem. 
  • Smażyć, aż ciasto zacznie odstawać od brzegów patelni. Wtedy naleśnik odwrócić za pomocą szerokiej łopatki.
  • Drugą stronę naleśnika podsmażać bardzo krótko, żeby za bardzo go nie wysuszyć - zrobi się wtedy twardawy i będzie się rwał podczas nadziewania.
  • Podczas smażenia, miskę z ciastem warto postawić na niezapalonym palniku obok patelni, na której przygotowujemy naleśniki. Proszek do pieczenia zacznie wtedy delikatnie bąblować w cieście i naleśniki wyjdą przez to bardziej miękkie.
  •  Naleśniki ze słonym nadzieniem można dodatkowo zapanierować po nadzianiu w jajku i bułce tartej i ponownie podsmażyć na patelni.

Składniki na 9-10 szt dużych naleśników średniej grubości [szklanka ma u mnie 250ml pojemności]:
  • 2 jajka - duże
  • 1 i 1/3 szkl. mleka
  • 1 i 1/3 szkl. wody - najlepiej gazowana
  • 1 i 1/2 szkl. mąki pszennej - lub więcej, do uzyskania pożądanej konsystencji
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki oleju + olej do smażenia
  • szczypta soli

niedziela, 11 czerwca 2017

Makaron z truskawkami i serkiem wiejskim

Posiłek wyśmienity podczas kulinarnego strajkowania :)


Dziś świętuję swoje urodzinki - kolejne 18-te oczywiście :P Z tej okazji ogłosiłam kulinarno-porządkowy strajk! - bo przecież każda okazja do pobyczenia się jest dobra :D W zlewie gary leżą nieumyte, w koszu cała góra do prasowania czeka, kawał surowego mięsa obiadowego nie opuszcza dziś lodówki. Trenuję dziś leżing profesjonalny!

Ale że organizm posiłku mimo wszystko głodny, tak więc pośród tego rozleniwienia trzeba było jednak coś "na ząb" przyrządzić. Makaron z twarożkiem i truskawkami oczywiście! 

Ugotować makaron. Wyjąć z lodówki opakowanie serka wiejskiego granulowanego. Umyć i pokroić truskawki. Wyciągnąć z szafki domowy cukier waniliowy. Wymieszać razem i już! Obiad gotowy :)


Składniki na 2 talerze:
  • 200g makaronu - ważony suchy, ok.pół opakowania
  • 2 serki wiejskie granulowane - u mnie opakowania po 150g 
  • 300g świeżych truskawek - lub więcej, zależy ile kto lubi
  • 2-4 łyżeczki domowego cukru waniliowego - to też zależy od smaku, słodkolubni mogą dodać więcej; można zastąpić zwykłym cukrem i cukrem wanilinowym z papierka
  • opcjonalnie 2-3 łyżki jogurtu naturalnego - gdyby płynu w serkach było za mało



sobota, 10 czerwca 2017

Ślimaczki drożdżowe z konfiturą z kiwi

Ratunek na chimeryczne dąsy kubków smakowych :)


Moje zachciewajki spożywcze dostały ostatnio bardzo grymaśnych kaprysów. Odeszła mi ochota na typową czekoladę czy ciacho kakaowe. Na ciastka z orzechami nie mogę wręcz patrzeć. Keks bakaliowy wychodzi mi nosem. Cukierki omijam szerokim łukiem. Nie znaczy to jednak, że chętka na słodycze odeszła mi zupełnie. Gdzie tam! Wręcz przeciwnie! Do słodkości nadal mnie ciągnie, tylko że smak na nie zrobił mi się wyjątkowo wybredny. 

Żeby zaspokoić te kulinarne grymasy organizmu, sięgnęłam po konfiturę z kiwi - zapraszam podejrzeć przepis na własnoręczne wykonanie tego smarowidła TU - jako preferowane nadzienie moich ulubionych, zawiniętych bułeczek drożdżowych. To był strzał w 10-tkę! Wnętrze z lekko kwaskowatą nutą kiwi i cytryny. Wierzch z kolei przyjemnie słodki od posypki cukrowej. Idealne połączenie, nie ściemniam :)



Składniki na 11-12 sztuk średnich drożdżówek:
ZACZYN:
  • 50g masłastopionego
  • 180ml mleka [3/4 szkl.] ciepłego
  • 25g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka mąki
  • 1 łyżeczka cukru
CIASTO:
  • 400g mąki pszennej - użyłam luksusowej typ 550, polecanej do ciast drożdżowych
  • 100g cukru
  • 1 jajko + 1 żółtko - 1 białko zostawić do posmarowania bułeczek przed pieczeniem
  • szczypta soli
NADZIENIE:
  • 1 mały słoiczek domowej konfitury z kiwi [ok 200ml]
  • 1 garść kolorowej posypki cukrowej do obsypania z wierzchu

środa, 7 czerwca 2017

Najlepsza kawa PO DRODZE na plażę

PO DRODZE na plażę, na Monciak, na spacer, na uczelnię, do pracy...


Po Festiwalu Kawy, jaki odbywał się w Trójmieście w dniach 22-28 maja 2017, zostały niestety już tylko wspomnienia. Ale jakie pyszne to wspomnienia

Kawą opiłam się w tym czasie do wypęku i rarytasami kawiarnianymi objadłam do przesłodzenia. Poznałam wspaniałych ludzi - baristów, właścicieli oraz menadżerów kawiarni - niebywale pasjonujących się tym, co robią i tym, co klienteli oferują. Odkryłam nowe, oryginalne smaki kawowych trunków oraz przeróżnych ciast i deserów. Wypraktykowałam liczne interesujące miejsca na kofeinowej mapie Trójmiasta, do których z przyjemnością będę wracać.

W ramach minionego Festiwalu zwizytowałam i zrecenzowałam głównie lokale w Gdyni:
Aby odpowiednio uwieńczyć te kawowe ekscesy, w ostatnich dniach Festiwalu Kawy postanowiłam wybrać się do Sopotu. Przy okazji spaceru plażą, zajrzałam do pobliskiego lokalu PO DRODZE

Chętnych obrazkowych wrażeń z tej wizyty zapraszam poniżej na fotorelację wraz z garścią subiektywnych komentarzy.

Google+ Followers

Wersja do druku

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...